nawet w więzieniach kryminalnych czasami dochodzi do takich warunków, że więźniom nie jest już wszystko jedno
Menu
Czarna Księga Polskich Artystów — nawet w więzieniach kryminalnych czasami dochodzi do takich warunków, że więźniom nie jest już wszystko jedno
Gdy byłem młody, nie interesowało mnie, czy ktoś mi w przyszłości będzie wypłacał emeryturę, czy mi jej nie będzie wypłacał. Myślałem, że za dziesięć lat nie będę już żył. Skakałem na główkę i nie obchodziło mnie to. Teraz nadal skaczę na główkę, ale myślę sobie: dlaczego by tam nie podłożyć jakiegoś materaca?
Nie jestem ubezpieczony, nie mam emerytury, muszę liczyć na to, co sam zarobię. W tej sytuacji nie jestem odosobniony. Większość moich kolegów żyje tak samo – nie mając ubezpieczenia zdrowotnego, a w przyszłości emerytury.
Nie mogę sobie pozwolić na to, by być chory. Jak mi pęknie wrzód żołądka, to nikogo to obchodzić nie będzie. Zainteresowanie mną kończy się w momencie, gdy trafiam do szpitala. W szpitalu nie pytają, co panu dolega, ale czy mam ubezpieczenie.
W zawód artysty wpisane jest ryzyko. Ale do jakiego stopnia ryzyka można się posunąć w cywilizowanym społeczeństwie? Nasz kraj nie ma niczego do zaoferowania poza sztuką. Jeżeli państwo polskie występuje na arenie międzynarodowej, to bierze się Mirosława Bałkę lub innego artystę i robi się wielką wystawę. Ale zaprasza się artystę i mówi mu się, że to jest cholernie honorowe.
Ja się nie boję, na starość mogę być na przykład stróżem na parkingu, ale może jacyś bardziej delikatni koledzy mogliby wymięknąć. Przyzwyczaiłem się. Jako weteran komuny i społecznej chujni – przeżyłem to na własnej skórze, teraz spotykam się dokładnie z tym samym. Wtedy wszyscy wiedzieli, że to jest wróg, dzisiaj wmawia mi się, że to przyjaciel.
Artysta nie jest nawet średnio sytuowany. Większość z nas żyje poniżej średniej.
Często słyszę, że z czyichś podatków opłacane są takie bezeceństwa jak sztuka. Robiąc coś tak trudnego jak sztuka i podejmując ryzyko, nie będąc biznesmenem, lecz zwykłym człowiekiem, zostaję sam ze swoimi problemami, nie stoi za mną żadna instytucja. Nie muszę wyliczać, ilu rolników i ilu księży utrzymuję z moich podatków. Odnoszę wrażenie, że jesteśmy czasami jak stado krów. Zawsze się zastanawiałem, dlaczego krowy są takie spolegliwe. Człowiek niesamowicie źle z nimi postępuje, a one – zdawałoby się – to lubią. Skąd to ich przywiązanie? Krytycy czy marszandzi może myślą, że my to lubimy – takie traktowanie prądem. Inne porównanie, które przychodzi mi do głowy, to więzienie kryminalne, gdzie nie dochodzi do rebelii, bo więźniowie są perfekcyjnie wyalienowani. Pozycja artysty to perfekcyjnie wyalienowany gość, który nie może się z innym dogadać, w związku z czym uważa się, że twórcy nigdy nie zrobią strajku. Władza myśli, że jest bezpieczna. Ale nawet w więzieniach kryminalnych czasami dochodzi do takich warunków, że więźniom nie jest już wszystko jedno i raz na jakiś czas strajki mają miejsce.
Strajkując, nie chcemy kończyć ze sztuką, chodzi o strajk artystów w polu administracji państwowej. Nasz strajk nie polega na rezygnacji ze sztuki. Każdy swoją sztukę nosi ze sobą. Ale nie żyjemy w sztuce, żyjemy w rzeczywistości.
nota 2025:
Tekst przeczytałem (ponownie), przypomniałem sobie. Paradoksalnie właśnie wczoraj złożyłem w ZUS- ie wniosek o emeryturę. Tym razem mam jednak Asa w ręku, bo jestem byłym działaczem opozycji antykomunistycznej oraz osobą represjonowaną za co przysługuje mi tzw. Emerytura wyrównawcza. Jednak prawdę mówiąc głównym celem było mieć ubezpieczenie. No i od wczoraj przynajmniej do czasu decyzji ZUS jestem wraz z rodziną ubezpieczony.
Dodać trzeba, że dopóki urzędniczka ZUS przeglądając papiery nie doszła do wniosku o przyznanie emerytury wyrównawczej traktowała mnie jak śmiecia. Tym jesteśmy dla tego państwa.
Z pozdrowieniami
Z.L